Kredka midnight black pęka w połowie, upada brudząc mi czubki palców u nóg. Rani stopy na wysokości próżności, która głęboko wnika w dźwięk śmiechu. Wyraźnie odczuwam obojętność na sprawy lekko przyziemne. Reszta to bzdura. Przepychając się łokciami tworzę odstępy między znakami, stwarzam sobie samej więcej miejsca tak by oddychać swobodnie. Wynurzam się w Tobie. Z ust płyną słowa podsycane czerwienią. Ja trwać będę, nie dam się stłamsić...
[Kursor miga mi w przeszłości - czeka - znika. Nie zdążysz się odwrócić. Pif-paf. Wypadasz z gry! Destrukcja produktu przeterminowanego.]